TAKE THIS WALTZ – RECENZJA FILMU

Dzięki uprzejmości portalu Polska Gotuje miałam możliwość obejrzenia filmu “Take This Waltz” w reżyserii Sarah Polley w dniu jego premiery w Polsce.

W zapowiedziach filmu były jak dla mnie dwa magnesy, dlatego też wiedziałam, że ten film muszę zobaczyć.

Pierwszy: będzie o kucharzeniu i o pisaniu, czyli o tym co robię na co dzień. No i niestety ten magnes okazał się być dość mizerny – fakt – mąż gotuje ciągle kurczaki, bo pracuje nad przygotowaniem swojej pierwszej książki. Jednak w filmie to naprawdę mało znaczący wątek.

Drugi: Michelle Williams – po prostu uwielbiam tę aktorkę. I tutaj się nie zawiodłam – to kolejna rola, w której ta aktorka pokazuje, że jest świetna, piękna i cudowna.

Ten film to historia małżeństwa Margot i Lou oraz tego trzeciego – Daniela. Ale nie jest to opowieść o miłości i zdradzie, tylko raczej o tym jak to jest doświadczać tych uczuć i wszystkiego co z nimi jest związane: strachu, tęsknocie, smutku i radości…

Lou w kuchni przyrządza kolejnego kurczaka, Margot na piętrze próbuje coś pisać – są ze sobą ciągle i wszystko o sobie wiedzą. Tylko czy tak jest? Oprócz ciągłego zapewniania się o tym, że jedno kocha drugie – nie bardzo mają o czym rozmawiać. Po pięciu latach małżeństwa ich związek to rutyna: wspólne posiłki, wspólne oglądanie, wspólne przyjmowanie gości, nawet wspólny seks – tylko oni tak jakby nie są razem.

Kiedy w życie tego związku wkracza Daniel, zaczyna się coś dziać. Może Margot wyraźniej widzi rutynę swojego małżeństwa i mimo, że nadal kocha swoje męża – zakochuje się też w tym trzecim…

Film nie opowiada wielkiej historii miłosnej – tak naprawdę fabułę można byłoby opisać w jednym akapicie, a nawet w jednym zdaniu. Tu nie chodzi o fakty, tylko o wszystko inne co wokół nich jest. I tak ogląda się ten film: przepiękne zdjęcia kolorowych uliczek Toronto i malownicze widoki z wybrzeża. Do tego fajna muzyka z tytułową piosenką Cohena. Mnóstwo pięknych ujęć a wśród nich to, które najbardziej zapadło mi w pamięć – Michelle Williams jadąca w rikszy na tle zachodzącego słońca.

Ten film jest jak sączenie i smakowanie dobrego wina – jeśli nie potrzebujesz szybkich efektów i wartkiej akcji – możesz zabrać się za degustację…

Komentarze:

  1. mopswkuchni pisze:

    Moja recenzja jest nieco inna, może miałam większe oczekiwania co do filmu po prostu 😉

  2. Laura pisze:

    Czytałam Twoją recenzję – mnie sama fabuła też nie powaliła, ale patrzyło się na film całkiem przyjemnie…

  3. smacznydom pisze:

    mnie jednak ten film rozczarowal. Niestety, pomimo Williams, ktora tez uwielbiam i pomimo pieknej scenerii..to tempo filmu mnie troche dobilo…takie filmy ogladam w domu:/

Dodaj komentarz