ŚLIŻYKI – LITEWSKIE CIASTECZKA MAKOWE

Śliżyki

W czasie długich rozmów z moją ciocią Ewą na tematy różne, bardzo często poruszamy te „jedzeniowe”. Wychowałyśmy się w tym samym domu, lecz pewna różnica wieku spowodowała, że to co zapamiętałyśmy z domów rodzinnych bardzo się różni. W mojej pamięci jest mnóstwo rzeczy, które jak się okazało były już efektem wpływów gotowania mojej mamy, ciocia jako te tradycyjne, rodzinne zapamiętała dania robione przez jej mamę oraz jej babcię.

Prababcia Monika zmarła kiedy miałam 6 lat i tak naprawdę pamiętam dosłownie kilka rzeczy z nią związanych. Dla mojej cioci, babcia Monika była osobą, która gotowała, piekła i do domu wniosła mnóstwo tradycji przywiezionych z rodzinnych stron – pogranicza Białorusi i Litwy. W czasie naszych rozmów, ciocia kiedyś wspomniała o ciasteczkach, które babcia-prababcia piekła. Podawane były one z białym płynem – coś jakby mlekiem. Prababcia piekła ich duże ilości. Leżały potem z dużej wazie i można było je podjadać. Ponoć nigdy nie wspominano ich nazwy. Jakiś czas temu ciocia przez przypadek natrafiła w gazecie na zdjęcie bardzo podobnie  wyglądających ciasteczek.

Bardzo mnie zaciekawiło to i zaczęłam szukać czegoś więcej o tym specjale.  Śliżyki (Kūčiukai lub Šližikai) trafiły do nas z Litwy. Tam są one tam najważniejszą potrawą podczas kolacji wigilijnej. Tradycja ich pieczenia sięga dawnych czasów. Kiedyś miały wspomnieć dusze zmarłych, dlatego produkowało się je w dużych ilościach. Słowo kūčios czyli wigilia, zdecydowanie kojarzy się z oryginalną nazwą śliżyków, ale również kojarzy się z nazwą kutia – wiele starszych osób mówi właśnie „kucia”.

Postne, małe, drożdżowe ciasteczka o lekko słodkawym smaku pieczone są na kilka dni przed wigilią i podawane z zupą z mleczka makowego (Aguonpienis su kučiukais). Przepisów na same ciasteczka jest wiele. W książce „Kuchnia polska regionalna…” znalazłam też przepis na zupę makową – Aguompień, której nazwa ewidentnie kojarzy się z oryginałem litewskim. W niektórych rejonach Litwy śliżyki podawane są wigilijnym kisielem. Śliżyki wykorzystuje się do wróżby: garścią należy nabrać sobie ciasteczek. Parzysta liczba wróży szczęście…

Ten wpis niech będzie prezentem dla mojej cioci Ewy oraz wszystkich dzisiejszych imienniczek.

SKŁADNIKI:

  • 0,5 kg mąki
  • szklanka ciepłego mleka (woda)
  • 4 łyżki oleju
  • szczypta soli
  • 30 g drożdży
  • szklanka suchego maku (moim zdaniem maku powinno być trochę mniej)
  • 10 dkg cukru
  • mąka do podsypania
  1. Drożdże wymieszać z połową cukru, mlekiem i szklanką mąki. Odstawić do wyrośnięcia.
  2. Zaczyn dodać do pozostałych składników, wyrobić gładkie ciasto i ponownie odstawić do wyrośnięcia (powinno podwoić objętość).
  3. Porcje ciasta formować w cienkie wałeczki grubości palca wskazującego. Odcinać około centymetrowe ciasteczka, dość mocno obtaczać w mące i układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.
  4. Piec 15-20 minut w temperaturze 180 stopni.

 

Komentarze:

  1. malowanyświat napisał(a):

    Przeczytałam i się wzruszyłam. Myślami przeniosłam się do kuchni mojego rodzinnego domu. Tam w kredensie w wazie stały śliżyki (nazwę poznałam niedawno), które lubiłam podjadać nawet bez zupy. Dziękuję za dedykację, szkoda że nie mogę spróbować. Ciekawe czy smakowały by tak samo jak wtedy.

  2. Anonimowy napisał(a):

    U mnie w domu na wigilię podaje się śliżyki (nigdy z makiem!) w sycie, czyli w napoju z maku, miodu i bakalii. Smak dzieciństwa 🙂

    Pozdrawiam,
    Agata

  3. Anonimowy napisał(a):

    Wypróbowałam dzisiaj ten przepis i muszę przyznać, że bardzo ciekawy smak! Domownikom smakowało 🙂

  4. malla napisał(a):

    Bardzo dziękuję za ten przepis! Mój tata zawsze wspominał czule śliżyki :)) w tym roku jest u mnie wigilia i zrobię mu niespodziankę 🙂 pozdrawiam serdecznie

  5. Milka napisał(a):

    Moja babcia, Litwinka z pochodzenia zawsze robi śliżyki. Przepis niemal identyczny, z tym, że ona dodaje do nich jeszcze miodu:)

  6. Anonimowy napisał(a):

    Jakie drożdże ? Suche czy mokre ?

    1. Laura napisał(a):

      świeże drożdże,

  7. Anonimowy napisał(a):

    Witam w moim rodzinnym domu robi się śliżyki bez dodatku maku a potem miesza się z ugotowanym makiem do którego dodaje się rodzynki, migdały, orzechy, miód. To ulubione danie wszystkich. Przepis przywieziony został przez moich dziadków, którzy mieszkali pod Wilnem niedaleko Głębokiego do zakończenia wojny. Była to wieś gdzie mieszkały Polskie rodziny a po wojnie wyjechali zostawiając tam serce. Pozdrawiam i życzę pogodnych Świat w gronie najbliższych. Magda.

  8. Anonimowy napisał(a):

    W moim rodzinnym domu sleżyki królują od zawsze. Jemy je moczone w zupie makowej: zmielony dwa razy mak zalewamy wrzątkiem, dosładzamy do smaku cukrem lub miodem. Pozostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zupy wrzucamy śleżyki i czekamy aż lekko zmiękną. Naprawdę pycha! Pozdrawiam Ana

  9. Anonimowy napisał(a):

    moi dziadkowie pochodzą z Rakowa, tam się urodzili tak jak moja mama, choć już nie żyją cały czas słyszę ich miękką, śpiewną wymowę wyrazów, inną wymowę "ż" i "rz"; "ch" i "h" wymowę "ł". Nigdy nie słyszałam "śliżyki" tylko SLIŻYKI.
    U nas w Wigilię zawsze musiała być zupa makowa ze sliżykami, które były z czystego ciasta drożdżowego 🙂

Dodaj komentarz