IV PÓŁFINAŁ BLOGERCHEF – HOTEL BANIA

Z kapiącym nosem i załzawionymi oczami wyglądam tak jak niebo za oknem – idealnie się wtapiam w pogodę. Leje i wieje – jest obrzydliwie, a ja czuję się podobnie.

Kilkanaście godzin temu wróciłam z półfinałowego spotkania konkursu dla blogerów kulinarnych BlogerChef. To był cudowny weekend spędzony w niesamowitym miejscu, z niesamowitymi ludźmi i dzisiaj podzielę się z Wami moimi wspomnieniami.

Z Wrocławia wyruszyliśmy w piątkowy ranek, zabierając po drodze BlogerChefową kamerzystkę Asię. Po drodze przystanek na kawę i po kilku godzinach z Zakopianki zobaczyliśmy zarys gór, potem kilka miejscowości z typowo góralską zabudową i zaraz potem wjechaliśmy na parking Hotel Bania**** Thermal & Ski.

 

Hotel, a tak naprawdę cały kompleks “baniowy” zrobił na mnie olbrzymie wrażenie, choć po trzydniowym pobycie wciąż mam niedosyt, że nie zobaczyłam wszystkiego. Hotel jest piękny i bardzo klimatyczny. Zapach drewna otaczającego Cię po prostu wszędzie, towarzyszy w każdym pomieszczeniu. Drewniane detale zachwycają na każdym kroku: w pokojach, łazience, holu czy w windzie.

Hotel Bania to restauracje, klub nocny, SPA Sielsko Anielsko, termy, a w zimie stok – wszystko dostępne praktycznie z pokoju. Hotel jednak to nie tylko miejsce noclegowe, ale to też ludzie, którzy go tworzą. W Bani ci ludzie są po prostu cudowni.

Chciałabym tutaj gorąco podziękować szefowi kuchni panu Adamowi, którego wsparcie dało tak wiele. Jednak przede wszystkim chciałabym podziękować chłopakom i dziewczynom z kuchni, których pomoc, życzliwość i żywe zainteresowanie tak bardzo ułatwiło nam poruszanie się w kuchni. To nie były zwykłe uprzejmości dla nas, gości hotelowych – za co bardzo dziękuję.

Piątkowe popołudnie oraz wieczór to powitanie, a potem integracja w stylu góralskim. Imprezę poprowadził Jędrzej, a muzycznie wspierała go góralska kapela. Były warsztaty kuchni podhalańskiej z szefem kuchni Hotelu Bania Adamem Zeńczakiem. W dwóch drużynach rozbieraliśmy jagnię, marynowaliśmy je, a potem przygotowaliśmy góralskie placki na bazie gotowanych ziemniaków, czyli moskole.

Był też pokaz wykorzystania syfonów iSi w kuchni regionalnej, tę część poprowadził Adam Michalski. Potem uroczysta kolacja z degustacją nalewek – wiśniówki z hotelowej kuchni oraz cytrynówki wygranej podczas warsztatów.

Sobota i poranne losowania z tworzeniem drużyn konkursowych, potem test teoretyczny, no i gotowanie… Ten półfinał to było gotowanie z Janem Niezbędnym.

Pierwsza runda, potem druga, ja szefowałam podczas rundy trzeciej. W drużynie gotowałam razem z Kingą Gutowską (Dzieci jedzą i Pyszotka), Alicją Drzewiecką (Wielki apetyt) oraz Pawłem Urbańskim (Kuchnia Słonia).

Wspólnymi siłami w ciągu godziny mieliśmy przygotować danie główne: zrazy po litewsku, houskovego knedlika oraz surówkę ze świeżych buraczków a także deser: muffinki nadziewane czekoladowo-orzechowym ganache z kremem cappuccino. To była walka z czasem, którą częściowo przegrałam, bo niestety wołowinie zabrakło kilku minut, a muffinki nie wyglądały tak jak trzeba. Jednak ocena jurorów była dla mnie bardzo budująca i zadowalająca.

 

Potem ostatnia runda i oczekiwanie na werdykt – oficjalny werdykt, bo tak naprawdę wszyscy wiedzieli, kto wygrał. Ocena dań i zachwyty nad tym co zaprezentował Paweł Urbański nie pozwalały myśleć inaczej – i to on został zwycięzcą – jego królik oraz biszkoptowy deser z malinami zachwyciły jurorów. Cała pozostała siódemka mogła mieć tylko jeszcze nutkę nadziei na ewentualne drugie miejsce, które jury przyznało Alicji Drzewieckiej. Cały konkurs był na bardzo wysokim poziomie co bardzo mocno podkreślali jurorzy.

Wszyscy otrzymali dyplomy uczestnictwa i podarunki od partnerów konkursowych, a potem udaliśmy się na zasłużony odpoczynek do term. Wejściówka ufundowana przez Jana Nięzbędnego pozwoliła nam na cudowny relaks i opadnięcie emocji po całym dniu gotowania. Odświeżeni, zrelaksowani udaliśmy się na wspólną kolację a potem integrację.

Po niedzielnym śniadaniu i relaksie w saunach Sielsko Anielsko pozostało się pożegnać z Hotelem Bania. Korzystając z pięknej, słonecznej pogody postanowiliśmy jeszcze zwiedzić zamek w Niedzicy nad jeziorem Czorsztyńskim po czy zaopatrzywszy się zapas serów wróciliśmy do domu.

No i koniec…

Chciałabym jeszcze podziękować organizatorom: Kasi Szatkowskiej i Markowi Bielskiemu, przedstawicielom partnerów konkursu, jurorom, a także wszystkim uczestnikom i osobom towarzyszącym.

To był wspaniały weekend, hej!!!!.

Dodaj komentarz